Zmierz wirusa w sieci

Kampanie oparte na marketingu wirusowym najczęściej mają na celu zbudowanie świadomości istnienia marki na rynku lub ugruntowanie jej pozycji. Jednak wielu ekspertów twierdzi, że trudno mierzyć efekty takich akcji, co za tym idzie w umiejętny i przemyślany sposób kalkulować koszty przeznaczone na promocje. W pewnych ramach twierdzenie to po części jest prawdziwe, głównie zważywszy na skalę i masowości zjawiska wirusowości jednak narzędzia dostarczane obecnie przez największe serwisy pozwalają względnie precyzyjnie określić jak i do jakiej grupy odbiorców trafił nasz komunikat.

Wirusem zazwyczaj staje się treść zabawna, intrygująca lub przydatna użytkownikowi. Wśród wielu marketerów pokutuje pogląd, że wirus marketingowy to pojęcie tożsame do „śmiesznego filmu na YouTube”. Wirus może przybierać różne formy od pliku graficznego w popularnym obecnie serwisie demotywatory.pl po prezentację na slideshare.net. Należy jednak przyznać, że „śmieszny filmik na Youtube” ma niewątpliwą zaletę, serwis, na którym jest umieszczony umożliwia swoim użytkownikom śledzenie i analizowanie szczegółowych danych demograficznych, lokalizacji, dróg dotarcia do nagrania czy nawet zainteresowania konkretnymi partiami materiału widzów wyświetlających materiał wideo.

Po przesłaniu filmu do serwisu użytkownik może swobodnie badać insight. Jednym z najważniejszych elementów związanych z rozprzestrzenianiem się reklamy jest jej udostępnianie na innych serwisach, blogach, sieciach społecznościowych oraz sposób dotarcia do nagrania w ramach samego serwisu.

Szczegółowe informacje na temat ruchu użytkowników wizualizowane są w formie wykresów z wyszczególnieniem udziału procentowego poszczególnych źródeł. Dane demograficzne użytkowników są szczególnie ważne z punktu widzenia analizy grupy, do której dotarł komunikat. Standardowy dla wielu statystyk podział na płeć i grupy wiekowe wzbogacony jest o mapę lokalizacji geograficznych użytkowników z podziałem na kraje pochodzenia.

Jednym z najciekawszym z narzędzi udostępnionych przez YouTube jest niewątpliwie wykres obrazujący zainteresowanie użytkownika wyświetlaną treścią. W wersji polskojęzycznej serwisu trzy podstawowe kryteria oceny uwagi to „Gniot”, „Średnio”, „Przebój”.

Przy użyciu zbioru tych narzędzi można dość dokładnie ocenić, do jakiej grupy trafił nasz wirus (podane na wykresach dane obrazują statystyki dla nagrania z ponad 22k wyświetleń).

Dane na temat popularnych virali można pozyskiwać również za pomocą serwisów opisujących tego typu kampanie. Poza tworzeniem zestawień wyświetleń filmu w agregatorach oraz odnośników w serwisach tematycznych i blogach udostępniają również dane na temat języków używanych przez widzów oraz rozpowszechniania odnośników do materiału w serwisie mikroblogingowym twitter.com.

Popularność akcji wirusowych można badać również za pomocą popularnych narzędzi analizujących popularność słów kluczowych jak Gogle Trends czy Alexa.com. Niedawna dość kontrowersyjna kampania mająca promować Danię, jako cel podróży turystycznych opierała się na spocie video prezentującym młodą matkę szukającą ojca swojego dziecka. Spot szybko osiągnął dużą popularność jednak równie szybko jego oryginalna wersja zniknęła z serwisu. Aby zmierzyć efekt tych działań promocyjnych, można dokonać analizy na podstawie zestawienia wzrostu popularności słów kluczowych kojarzących się z kampanią i estymować odpowiednią wartość wyświetleń.

Marketing wirusowy w sieci, która umożliwia rozpowszechnianie materiałów na masową skalę przestaje być postrzegany, jako efektowny dodatek do kampanii. Dzięki mechanizmom udostępnianym przez serwisy łatwo jest mierzyć sposób i efekt dotarcia do odbiorcy, edytować ustawienia i dostosowywać komunikat. To otwiera nowe perspektywy rozwoju tego narzędzia komunikacji z odbiorcą.

Bartłomiej Piekło
Strategic Planner

VN:F [1.9.13_1145]
Rating: 0.0/5 (0 votes cast)
podaj post dalej:
Rozmiar jednak ma znaczenie czyli html'owa moda - chapter 1Wielkanoc tuż tuż...Strategia – z czym to się je? (część 1)

Komentarze

  1. Odpowiedz
    Michał

    YouTube już od dłuższego czasu udostępnia tego rodzaju statystyki także nie jest to żadna nowość. Chwała YT za to że ma te statystyki, nagana dla serwisów które nie podają nawet liczby obejrzeń.
    Jeśli miałbym się czepiać to warto zwrócić uwagę na fakt że statystyki YouTube nie są do końca takie rzetelne. To znaczy liczba obejrzeń nigdy idealnie nie odwzorowuje realnej wartości (sam YT to potwierdza na swoich stronach) Natomiast więcej do życzenia pozostawiają statystyki z insightów które są podane procentowo. Weźmy za przykład rozkład płci czy wieku, gdyby były one podane w postaci liczb moglibyśmy to bardzo łatwo zweryfikować z liczbą obejrzeń filmu. Mając jedynie procenty można ”domyślać” się ile było kobiet a ilu mężczyzn. To samo tyczy się rozkładu wiekowego, dlaczego nie ma tam informacji skąd wzięła się młodzież która oglądała np. bardzo poważny spot?
    Podsumowując: statystyki są ok, fajnie że YT coś takiego udostępnił ale wymaga to jeszcze wiele pracy by je udoskonalić

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>