O kartach zbliżeniowych wiedzą prawie wszyscy już prawie wszystko, ale…nie każdy zna historię Edwarda. Kiedy zobaczyłam finalny projekt zapytałam Michała Kobierzewskiego, naszego dyrektora kreatywnego, kim, u licha jest ten cały Edward. W odpowiedzi uśmiechnął się tak, jak tylko on potrafi i…podesłał mi to opowiadanie.
Agnieszka Hamankiewicz – PR Manager
Ciemne pomieszczenie przypominało średniowieczne lochy. Snop światła dochodzący z zewnątrz delikatnie oświetlał dwie postaci. W wilgotnym powietrzu czuć było zapach stęchlizny i jeszcze czegoś, czego nie dało się opisać.
I co teraz? pobijesz mnie „Franc”? rzekł Majkel a jego niespokojne spojrzenie owiało twarz oprawcy.
Nie musisz mi mówić co mam robić odparł Franc i wyciągnąwszy z kieszeni wymiętoszoną paczkę papierosów rozsiadł się wygodnie.
Naprawdę nie wiesz za co tu jesteś? Spytał odpalając papierosa.
Wybacz, w całej tej brutalności się nie zorientowałem, odparł Majkel, któremu dym wyraźnie zaczął przeszkadzać, więc w tej chwili próbował dopasować się do ściany, by ten do niego nie dotarł.
- Pomyśl!
- Nie mam siły.
- Stworzyłeś dobry pomysł, tak dobry, że konkurencja ma z tym kłopot. Za dobry rozumiesz?
Franc spojrzał na Majkela i w tym momencie dym z jego ust z impetem wypełnił przestrzeń jaka dzieliła ich obu. Mogłeś tak jak inni, ale nie … musiałeś stworzyć Edwarda.
A co miałem robić? Krztusząc się odsapnął Majkel. To sam co inni? Nuda, kopiowanie powielanie? Pieprzę to.
A teraz Ciebie pieprzą! Franc nachylił się nad Majkelem. Wpadłeś w Gówno!
G Ó W N O – cedził każdą literę. Co Ty sobie myślałeś? Że z kim Ty zadzierasz?
Widziałeś nagłówki gazet? 5 tysięcy osób w 9 dni! 47 tysięcy osób tylko z samego Internetu. I co? Mamy Ci to darować? Twarz Franca przypominała bulteriera szykującego się do ataku. Majkel nie wiedział czy grymas twarzy oprawcy jest bardziej odrażający, czy odstraszający, ale kłóciło się to z estetyką piękna w nim wyrobioną.
- Do czego zmierzasz? Masz zamiar mnie tu więzić? Na kogo czekamy?
Szorstkie i twarde jak głaz dłonie Franca zakleszczyły się wokół szczęki Majkela, aż ten poczuł dotkliwy ból zębów uciskających dziąsła.
- Dość gadania. Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie.
Drzwi do pokoju otworzyły się, wszedł wysoki mężczyzna, w ciemnych okularach i dobrze skrojonym garniturze. Pedantycznie lśniące buty i rękawiczki z czarnej skóry dopełniały całości. Topowa fryzura, nienaganny krawat. Ważniak! Pomyślał Majkel i ucieszył się w nadziei, że tak wyglądający ktoś, nie będzie się chciał napawać widokiem maltretowania fizycznego, a co ważniejsze nie będzie chciał ubrudzić lśniącej bielą koszuli.
Franc spojrzał na przybysza i odwracając się w stronę Majkela warknął.
- Czas właśnie nadszedł.
Zgodnie z przewidywaniami Franc cofnął dłonie i uwolnił szczęki z uścisku. Majkel poczuł smak krwi w ustach. Pierwsza krew – pomyślał.
Przybysz rozsiadł się, przybrał arystokratyczną pozycję i z dumą oraz właściwą takiej pozycji intonacją zaczął przemawiać.
- Znamy Cię, obserwujemy. Od dwóch lat spędzasz sen z powiek niektórym osobom. W końcu mamy okazję się poznać. Wybacz taką formę, ale niektórzy mają Cię dość, i postanowili podarować sobie odrobinę luksusu, oglądając Cię w takim stanie przez kamery, które są tu umieszczone.
Majkel teraz dopiero je zauważył. W pomieszczeniu było za ciemno by się zorientował Był monitorowany! Cały ten czas, gdy tu siedział. Nagła fala gorąca ogarnęła jego ciało.
Traktujecie mnie jak psa!
Jak sukę – wycedził Franc z wyraźną satysfakcją udanej riposty.
Ax, Pax między chrześcijany. W geście papieskim przybysz uspokajająco gestykulował. Mamy dla Ciebie pewną propozycję. Układ jest następujący. Zakończymy tę maskaradę, wrócisz do domu i o wszystkim zapomnisz, a na następny dzień zrezygnujesz z prowadzenia ING. W zamian za to, Franc zapomni o Tobie, a z czasem i Ty zapomnisz o Francu. Tak już jest nasz mózg skonstruowany, że takie zdarzenia szybko przechodzą w niepamięć.
Gówno prawda! Odparł Majkel.
Oj, oj, oj. Takie słownictwo z ust takiej osoby? W pozie niczym greckiego boga, przybysz karcąco pomachał palcem. Jeśli nie możesz z nami walczyć to… zastanów się! Do jutra masz czas, a tymczasem miłego wieczoru z Francem. To rzekłszy przybysz wstał i skierował się do wyjścia.
Śmiech Franca wydawał się gorszy od grymasu, który przed chwilą widniał na jego twarzy.
- Odprowadzę Pana, odparł i zniknął za drzwiami.
Majkel rozpoczął nierówną walkę z liną i taśmą, która krępowała jego ruchy. Wtem poczuł, że nie jest w tej walce sam. Odwrócił się, ale nikogo za sobą nie ujrzał. Wyraźnie jednak coś pracowało nad jego więzami, gdyż poczuł luzy przy kostkach. Tak. Nogi miał oswobodzone.
Zebrał się w sobie i z impetem runął z krzesłem o ścianę. Krzesło ugięło się pod naporem siły uderzenia i w tej samej chwili Majkel miał oswobodzone ręce. Próbował się wyprostować, mrowienie przeszło przez jego ciało i poczuł jak krew z powrotem zaczyna dopływać do wszystkich kończyn.
Spojrzał za siebie i zobaczył pomocną dłoń. Edward … co Ty tu …
Przerażający dźwięk skrzypiących drzwi przerwał mu w połowie zdania. W nich stanął Franc. Potrzebował chwili by się zorientować w sytuacji. Ta chwila wystarczyła, by otrzymał porządny cios w głowę. Jego dotychczasowy grymas nabrał teraz innego wyrazu. Zdziwienia? A może bardziej błogiego stanu … omdlenia.
Na ławce w parku Majkel jadł kanapkę z fast foodu. Po tym co przeżył smakowała jak najlepsza rzecz na świecie. Wpatrywał się w Edwarda i zastanawiał co ma mu powiedzieć.
- Cieszę się, że Cię stworzyłem Ed. Naprawdę.
Ręka uniosła się na placach, dotknęła jego twarzy jakby chcąc głaskać. Odwróciła się i odeszła. Patrząc jak odchodzi, Majkel wpadł w zadumę, z której wyrwała go informacja o nadjeżdżającym pociągu. Pociąg do Hollywood … pomyślał, patrząc jak ręka wspina się na czyjąś walizkę, by w ten sposób dostać się do pociągu i uśmiech rozpromienił jego twarz.
Do zobaczenia ED, do zobaczenia.
Michał Kobierzewski – dyrektor kreatywny





Wy naprawdę wierzycie, że ten makabrycznie długi, nudny i nieśmieszny filmik bazujący na pomyśle zerżniętym prosto z Rodziny Addamsów to „pomysł, tak dobry, że konkurencja ma z tym kłopot” a „5 tysięcy osób w 9 dni” to wynik, którym warto się chwalić?
Odnosząc się do Twojego komentarza:
Brawo – o takie skojarzenia mi chodziło, ponieważ rączka z Adamsów to pozytywny, nieco szalony bohater. Co do „rżnięcia” – uważam, że lepiej jest inspirować się sztuką, filmem, muzyką, niż kolejną stroną np. z FWA. Świetnie wyjaśnił to David Eriksson z North Kingom podczas pobytu w Krakowie – jakbyś nie wiedział, Oni także się inspirują – dosyć mocno – jak każdy z nas. Więc TAK – rodzina Adamsów jest inspiracją –bardzo dobrą patrząc po produkcie, ale nie jedyną.
Nie każdy film ma trafiać w 15 – 25 lat. Nie każdy musi być krótki i wyrywać z fotela . Wszak każdy z nas ma inne poczucie humoru i odbiera ten film indywidualnie. Za to każdy z nas ma na to inną wizję. Mnie się spodobała ta, którą przestawił nam reżyser. Koniec i kropka.
Liczby. Pytanie do czego je przyrównujesz? 5 tysięcy osób, które złożyły wnioski w ciągu 9 dni. Wykonały konkretną akcję na stronie i nie jest to zakup z cyklu „nowy rodzaj szminki”, tylko decyzja o nowej karcie płatniczej. Rozumiem, że jesteś analitykiem bankowym i karty typu zbliżeniowa odniosły u konkurencji lepszy wynik w tak krótkim okresie? Dysponujesz takimi danymi i obiektywnie stwierdzasz, że nie ma się czym chwalić?